2012/10/14

it's all about bass!

Ostatnio wsłuchując się w These Arms Are Snakes, poznanych zresztą dzięki Russianom (Russian Circles przyp. aut.), moją uwagę przyciągał najbardziej jakże kochany bass, stworzony oczywiście przez Briana Cooka. Jednak styl był nieco inny niż u RC. Generalnie TAAS to jeden z tych zespołów, który bardzo trudno podporządkować pod daną "genre". Jak śpiewają Les Savy Fav  - "hold on to your genre", oni nie mają się czego trzymać. Po wysłuchaniu niemal całej dyskografii mogę stwierdzić, że gdybym dostała 2 wylosowane kawałki nie zgadłabym, że to ten sam zespół. Większość jednak nie uzna tego za plus. Jednak nie jestem też przeciwna "charakterystycznemu brzmieniu", jakie niektóre zespoły potrafią sobie wypracować. Oni mają jedną taką rzecz, a w sumie osobę - Briana. Mogę uznać siebie za znawcę jego stylu gry. Z chęcią odkupiłabym od niego pedalboarda. Zawiera wszystkie możliwe brzmienia, jakie chciałabym wypróbować. Tutaj znajdziecie dokładne specyfikacje - CLICK. Jeden z nich, a mianowicie Electro-Harmonix Little Big Muff Distortion Pedal (swoją drogą Bigg Muff brzmi cholernie babsko) tak bardzo podbił moje serce, że zaczęłam już na niego zbierać, niestety na razie na zasadzie zebrania części kwoty, a potem nagłe decyzji kupna kolejnej pary butów. Cudo, użyte na całej płycie Geneva RC. Ja nazwałam go gryzącym efektem. Tutaj akurat pokazany na zwykłym elektryku, można domyślić się, że na basie brzmi drapieżniej. Jest przegenialny i na pewno zmieni wydźwięk niejednego kawałka, nawet najprostszego.


Ale chwila, czas chyba także wspomnieć o samych basach, nie tylko Briana.
Może zacznę od przedstawienia mojego obecnego (nie żebym zamierzała go wymienić w najbliższej przyszłości). Jego nazwa sama w sobie brzmi pro - squier vintage modified jazz bass 70's.
Co skłoniło mnie do kupna? Limitowana edycja;) A tak na serio był to jedyny sprzęt, który nie był zwykłym squierem. Miałam w planach kupno Fendera "made in Mexico", czyli zwykłego meksykańca. Nie było w ich gronie jednak niczego szczególnego, a ceny były dość wysokie, niemal jak na poziomie amerykańskich produkcji. Wtedy nagle wpadłam na limitowane serie Squiera, które miały zachęcać lepszą jakością wykonania (i wyglądu). Nie wspominając już o tzw. bronco basach, które miały jakiegoś śmiesznego pingwina jako maskownicę i miały skróconą menzurę - 30. Ok, przyznaję, że miałam chęć na bass Pete'a Wentza albo Mike'a Dirinta. Do mojego przekonały mnie jednak pick-upy "duncan designed", które jak wiadomo nie były robione przez duncana, ale były na pewno lepsze niż standardówki w zwykłych squierach. Poza tym samo wykonanie, 100% klon, który widać, bo to w końcu natural. Wstyd przyznać, ale jego wygląd sam w sobie był też przeważający.
Przed kupnem zachowałam się totalnie nieprofesjonalnie, nie ogrywałam go ani razu. mogłam jedynie posłuchać próbek z youtube'a (o litości!). Jednak nie był on dostępny w żadnym sklepie muzycznym, nie mówiąc o lokalnych. Byłam więc zmuszona na zakup on-line, basiwo było ściągane z Niemiec. Kiedy przyszło (właśnie mijają 3 lata) nie byłam zbytnio "ograna" i miałam małą wiedzę na ten temat. Z czasem okazało się jednak, że coraz więcej moich znajomych muzyków zaczyna mówić, że jest to świetny instrument (jak za tą kasę oczywiście). Jest bardzo miękki (oczywiście nieporównywalny z Fenderem sygnowanym przez Marcusa Millera, który wygląda niemal jak jego drogi bliźniak)

Tak się prezentuje



A tak brzmi:


W następnym poście opiszę moje basowe typy/marzenia. Stay tuned!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz