2013/08/08

Rower-killer.

Nadchodzę po długiej nieobecności i zapieprzu na uczelni. 
Wakacje, pełne pracy zawodowej i tej nad sobą.


Zamiast standardowego treningu codziennie robię minimum 15 km w celu przemieszczania się po mieście, czasem jednak po godzinach mam ochotę dobić do 40km dziennie;)


Dieta? (oczywiście rozumiana jako sposób odżywiania, a nie magiczne oczyszczanie 1 marchewką dziennie zagryzaną batonem light) 

Bardzo słaba, ze względu na brak czasu - zawsze udawało mi się znaleźć te pół godziny dziennie na ogarnięcie chociaż jednego konkretnego, pełnowartościowego i wysokobiałkowego posiłku, jednak niestety już się nie wyrabiam. Ale zmienię to - soon!
Wracając do ukochanego roweru, który stał się dla mnie czymś więcej niż sposobem na trening/środek transportu. RADA ROKU - zainwestujcie w kask. 
Całe życie wyśmiewałam agentów z tym jakże uroczym nakryciem głowy "pseudosportowiec, łamaga, sierota". To samo było, gdy jeździłam konno "kask tylko dla lamerów", jednak po paru ostrych upadkach zrozumiałam, że jego brak może spowodować niemałe konsekwencje.

W tym przypadku to ja i moja głowa była sierotą, kiedy zrobił mi się wielki krwiak na czole po niby niewinnym upadku na toruńskiej starówce. Z tego miejsca dziękuję wszystkim turystom, którzy nie potrafią, choć o metr zmienić toru swojej "wędrówki", by ułatwić innym życie. 

Obiecuję o wiele częstsze posty! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz