2013/12/16

Simple to the core.

R E A S O N S   W H Y


W życiu każdego z nas przychodzi taki dzień, w którym chcemy nagle wszystko zmienić. Brzmi jakże oklepanie, ale przyznacie, że jest w tym trochę prawdy, a nawet, że przynajmniej kilka razy stawaliście rano przed lustrem w łazience z taką oto myślą. Wszelkie 'new begginings' & 'fresh starts'. Tak naprawdę każdy powód jest dobry do zmiany. Ale tu nie o filozofię chodzi, a o prostą rzecz, którą często sami komplikujemy. Ubrania; spodnie, koszulki, spódnice, płaszcze etc. To przecież od nich zależy nasz wizerunek i to jak postrzegają nas inni. Na bazie stroju jesteśmy w stanie wydedukować nie tylko preferencje kolorystyczne, ale przede wszystkim styl życia danej osoby, jej gust muzyczny. Rzeczy, z którymi czasem łączy nas przedziwna więź. Ile razy nie mieliście na tyle 'odwagi', by wyrzucić swój niegdyś ulubiony sweter, który teraz nie wygląda już tak olśniewająco?

Dlaczego prostota jest tak inspirująca? Przykład poniżej. Wystarczą 3 rzeczy, aby stylizacja była kompletna. Świetny sweter z delikatną fakturą, do tego basicowe czarne spodnie i znowu element nadający charakteru w postaci butów z lakierowanym noskiem. Piękno samo w sobie. Im prościej tym wyglądamy bardziej wysublimowanie.







































1 8 0   D E G R E E S


Moja (o zgrozo) szafiarska rewolucja rozpoczęła się ok. 2 lata temu - pod wpływem oglądania przeróżnych pokazów mody, blogów i tumblra. Z osoby kochającej ciuchy, które wyróżniają się na każdym kroku stałam się totalną minimalistką. Zaczęłam wybierać rzeczy bardziej uniwersalne, a co najważniejsze klasyczne. Stopniowo zawężałam paletę barw. Obecnie w mojej garderobie rządzą szarości, czerń, biel, granat. Wiadomo, że w 100% nie zrezygnowałam z kolorów. Ale jeśli się pojawiają są bardzo łatwe do zestawienia z innymi - spodnie khaki, burgundowy sweter czy koszula w stonowaną kratę.


H O W   T O


(Kolejność dla odważnych)

1. DETOX. Pozbądź się wszystkich zbędnych ciuchów.

Pamiętaj, że to niekoniecznie oznacza wyrzucenie ich do śmieci - polecam szafa.pl oraz vinted.pl, jak i zachęcam do oddawania niechcianych ubrań potrzebującym - ja wykorzystałam każdą opcję. Tyczy się to tych, których nie nosiłaś/eś przez ostatnie pół roku, które były spontanicznym zakupem, a teraz wiszą z metką, ale też te, które nie pasują do reszty i przez to są cały czas pomijane.

2. SLOW SHOPPING. Stopniowo zapełniasz garderobę rzeczami, które są:

  1. proste - elementy bazowe,
  2. klasyczne i ponadczasowe,
  3. wysokiej jakości ,
  4. idealnie dopasowane,
  5. łatwe do połączenia,
  6. przemyślanym zakupem.
Tym właśnie (w skrócie) kierowałam się przy stopniowym budowaniu szafy.
Najłatwiej zacząć od zakupu t-shirtów, bluzek i swetrów w kolorach podstawowych (biel, szarości, czerń), prostych jeansów bez przetarć, czarnych cygaretek, czarnej spódnicy etc. Ten etap wydaje się prosty. Nic bardziej mylnego.


M Y   W A Y


Przeszukuję wiele sklepów online. Dzięki temu oszczędzam czas i mam większe szanse na oparcie się pokusom czyhającym podczas bezcelowych łowów. Po prostu wchodzę, namierzam, mierzę, kupuję lub nie. Takie strasznie męskie podejście, ale jakże przydatne. Koniec z wyprzedażowym szaleństwem i kupowaniem czegoś tylko dlatego, że możemy to teraz dorwać za połowę ceny.

Wyznaczanie must have'ów. Do tego najlepiej służy fashiolista. Przykładowo bardzo chciałam mieć słynne Pistol Boots od Acne (odpowiednik znaczy się, oryginały - jedynie $600). Poczekałam kilka miesięcy aż znalazłam niemal identyczne botki w mango (ale jestem szczerze przeciwna butom z nieobuwniczych sieciówek), oczywiście skórzane i nie wiem czy nie ładniejsze niż pierwowzór. Niestety musimy uzbroić się w cierpliwość. Czasem odnalezienie danego typu płaszcza zajmuje kilka miesięcy.

Staram się unikać spontanicznych wypadów do centrów handlowych, a jeśli owe się zdarzają nie kupuję niczego, co nie jest 'wow'. Jeśli masz choć najmniejsze wątpliwości - nie bierz. Nawet jeśli to ta piękne sukienka z lookboka Zary, która (jak zwykle bywa) wyglądała o wiele inaczej na modelce o wzroście 180 cm niż na Tobie.

Żadnych sieciówkowych butów i toreb. Oprócz wymienionych wyżej botków, oopsie. Dlaczego? Mam kilka par-inwestycji, które nadal wyglądają dobrze, a mają po 3-4 lata. Buty z eco skóry, czyli tzw. jednosezonówki, których cena jest czasem nieznacznie niższa niż ich true skórzanych koleżanek. Chyba nie są wcale takie eco skoro co chwile musimy kupować nowe. Najlepsze jak do tej pory okazały się buty: Clarks, Ryłko, Wojas i Venezia. Jedyny wyjątek od zasady to baleriny z H&M, które są tanie jak barszcz i co sezon zakupuję kilka par. Nie wyobrażałabym sobie letniego wyjazdu bez nich.


W kolejnych postach wielokrotnie poruszę tę tematykę, ponieważ cały czas jestem w trakcie 'idealizowania' zawartości szafy.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym jakże racjonalnym sposobie na shoppingu i ogólnym nurcie 'slow', którego można powiedzieć jestem wyznawczynią poczytajcie koniecznie bloga Joanny, jeśli oczywiście jeszcze nie mieliście styczności. Tak się składa, że czytam ją od kilku ładnych lat.

1 komentarz:

  1. znam to :) moja szafa też przeszła sporą rewolucję w ciągu ostatniego roku. Zawsze byłam tradycjonalistką jeśli chodzi o ubrania, ale nazbierałam wszystkiego przez lata. Teraz okazało się, że mniej znaczy więcej - poza tym mam więcej miejsca w domu i wszystko pod kontrolą :)

    OdpowiedzUsuń