2014/02/11

Grube kości, czyli wzruszająca historia






źródło 

"Pochodźmy po bieżni"


Nic mnie tak nie inspiruje do pisania jak rozmowy dziewczyn o znikomej wiedzy, inteligencji lub combo! Chodzenie na siłownię w czasie ferii to istna katorga - wielki boom na odchudzanie i to o dziwo nie wśród licealistek, a ich nauczycielek (I guess). Szatnie przepełnione, bieżnie okupowane przez zapaleńców chodzenia z prędkością 5,5 km/h. Z maszyn zajęty tylko przywodziciel i odwodziciel uda - nic mnie bardziej nie wzrusza niż ślepa wiara w to, że dzięki nim bryczesy znikną. Widok ten jest co najmniej śmieszny.

"Ale ja nie chudnę"

Gdy napotykamy problemy ze zrzuceniem wagi zawsze zaczynamy szukać powodów wszędzie tylko nie w swojej diecie i braku ruchu. Wtedy rozpoczyna się szeroka diagnostyka - przede wszystkim TSH, że niby to wszystko jest winą tarczycy. Później teksty w stylu "bo ja mam wolny metabolizm", aż w końcu perełka "no przecież ja mam grube kości".

"Najpierw zdobądź wiedzę - później kup karnet"

Gdy rozpoczęłam swoją przygodę z siłownią/fitnessem etc. miałam 16 lat. Pamiętam, że pierwsze, co zrobiłam było pytanie do trenera które ćwiczenia i jak wykonywać, aby nie nabawić się kontuzji i  uzyskać najlepsze efekty. Tak powinien zrobić każdy normalny człowiek. Robienie czegoś na własną rękę naprawdę nic wam nie da.

"Nie dziw się, że nic nie działa"

Biegając po bieżni byłam obserwatorem chodzących obok mnie grupy sezonówek, które jak zawsze plotkowały i śmiały się, podczas gdy ja jako jedyna osoba w sekcji bieżni robiłam hardkorowy HIIT. Później udałam się na standardowe zabawy z hantlami (martwy ciąg, przysiady, wykroki etc.) - wolne ciężary for the win! Oczywiście nie obyło się bez ciekawskich spojrzeń moich ulubienic. Jednak najlepsze było przede mną.

Przebierając się w szatni słyszałam rozmowę dwóch koleżanek "ze spacerniaka". Jedna była typową szczupłą dziewczyną - sylwetka ektomorficzna. Bardzo zgrabna - "od zawsze". Druga wyglądała mi na endo, bf na poziomie ~30-35%. To właśnie ona mówiła o swojej wysokiej wadze (bodajże 78 kg przy 170 cm). Podkreślała przy tym, że przestaje zwracać na nią uwagę, bo jej ciało się zmienia - w tym momencie ucieszyłam się, że świadomość wrasta... Myślałam, że zaraz padnie słowo o obwodach ciała - NIC z tego. Usłyszałam komedię pt. "ale to na pewno te moje grube kości". Śmiech na sali. Swoją drogą nie ma co marzyć o wypracowaniu mięśni/zrzuceniu body fatu przy chodzeniu pół godziny po bieżni.

Co robić, gdy nigdy nie byłyśmy/byliśmy szczupli i wmówiono nam, że jesteśmy grubokościści?
1. Należy wyśmiać rozmówcę;)
2. Jestem w stanie zagwarantować, że nawet osoby bez anatomicznego potencjału są w stanie wypracować sobie naprawdę zgrabne ciało - lecz bez ćwiczeń siłowych się nie obejdzie (gapcie się dalej jak podnoszę ciężary), a przecież wszystkie sezonówki tak się tego obawiają, bo zaraz zrobią sobie muły jak te aseksualne kulturystki.

A jeśli narzekacie na rzekomy słaby metabolizm - najlepiej podkręcą go regularne ćwiczenia!

"Mythbusters na siłce"

Btw Szkielet waży przeciętnie 10 kg u kobiet i 12 kg u mężczyzny. Just so you know.
Dlatego jak mówi stare przysłowie "To nie sukienka cię pogrubia - to tłuszcz".

Najlepszym dowodem na obalenie "grubych kości" jest zwyciężczyni ostatniej edycji The Biggest Loser - Rachel Frederickson, która z grubasa stała się niemal anorektyczką. Pomijając fakt, że schudłą 70 kg w zaledwie 3 miesiące, co budzi kontrowersje. Rachel me 24 lata, 165 cm wzrostu. Przed ważyła- 118 kg, po - 47 kg.)

Mam nadzieję, że coraz więcej osób chodzących na siłownie w końcu zacznie czytać (przynajmniej) artykuły o ciele (bo nie chodzi mi tu o odchudzanie, a także o budowanie mięśni).

W następnych postach opiszę swój plan treningowy - stay tuned!

4 komentarze:


  1. jakis czas temu postanowilam o siebie zadbac, ale nie sezonowo, byle w wakacje jakos wygladac, tylko kompleksowo - wyrobic sobie zdrowe nawyki, wdrozyc cwiczenia jako staly element dnia, nie za kare, nie 'bo musze', tylko 'bo chce', dla lepszego zdrowia i samopoczucia. Na razie jeszcze poruszam sie po omacku, ale na szczescie jestem swiadoma tego co tu opisalas, mam tez wsparcie w osobie mojego chlopaka, ktory ma doswiadczenie w temacie, nie jest jakims domoroslym trenerem :P w kwestii zywienia polegam na sobie i obserwuje swoj organizm, nie zawsze to co sprawdzilo sie u kolezanki bedzie dobre dla mnie.
    Czekam na Twoj plan teningowy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu ktoś z prawidłowym podejściem! Trzeba mieć świadomość, że zmiany, które wprowadzamy do odżywiania/aktywności fizycznej zagoszczą w naszym życiu na stałe. Na początku było mi trudno wejść w opcję "siłownia 4 razy w tygodniu", lecz teraz gdy mam więcej niż 2 dni przerwy od treningu czuję, że mi czegoś brakuje. Swoją drogą dla większości rezygnując z pizzy w restauracji jestem po prostu "na diecie", ale już się przyzwyczaiłam :D

      Usuń
    2. według moich znajomych nawet widok zielonej herbaty jest równoznaczny z dietowaniem :/
      Długą drogą okupiłam to swoje prawidłowe podejście, kilka lat temu omal nie wpadłam w anoreksję, jadłam 600kcal i ćwiczyłam jak szalona, przestałam chudnąć nie wiedząc dlaczego, przecież prawie nic nie jadłam :P potem 2 lata czegoś co może przypominać bulimię, i tak oto jestem tu i teraz, wiem co jest dobre a co złe, pora wdrażać tą 'normalność' w życie :) najtrudniej znaleźć ten złoty środek, a ja niestety miałam zawsze tendencję do popadania w skrajności, mam najdzieję, że tym razem się uda.

      Usuń
    3. Etap głodzenia się też mam już za sobą;) Teraz ciężko pracuję, a moje ciało się mi odwzajemnia.

      Usuń