2014/03/27

Cheat meal, czyli powód porannych wagowych lamentów.




...I ZASMAŻKA! /// via teamflopsweat.com
Cheat on me!
Na pewno choć raz zetknęliście/zetknęłyście się z cheat mealem, jak kto woli 'oszukanym posiłkiem', bądź jego hardkorową odmianą jakim jest cheat day. Taka jednorazowa bajla morena pośród tych wszystkich dni na kurczako-kaszy i gotowanych warzywkach.

Po przeczytaniu naprawdę wielu artykułów na ten temat stwierdziłam, że świetnym pomysłem będzie wprowadzenie takiego cheat mealu do swojego planu żywieniowego. Oczywiście był to tylko 1 posiłek tygodniowo, co daje nam zaledwie 3% śmieci w diecie (przyjmując 5 posiłków dziennie). Brzmi jakże optymistycznie.

Marchewka dla osiołka

Dlaczego tak nas ciągnie do tych wszystkich specjałów ze zdjęcia? Bo ich sobie zakazujemy, simple as that. Pamiętam jak jeszcze niedawno wierność warzywkom i kurczakom postanowiłam świętować zestawem powiększonym. Fuck logic. Żyjąc ze świadomością, że spalenie go to wylewanie siódmych potów. To taki wzorzec po części wyniesiony z dzieciństwa, gdy za dobre stopnie/cokolwiek innego dostawało się lizaka albo cukier w innej postaci. 

Jeden dobry posiłek nie zrobi z ciebie laski, ...

ale jeden zły ZROBI z ciebie grubasa. Zaraz posypią się komentarze 'przecież to nieprawda', jestem najlepszym przykładem przemawiającym za moją wersją. Najgłupsza wymówka jaka istnieje. 'To tylko jedno ciastko, to tylko jeden cheeseburger, to tylko jeden tort'. Nie okłamujmy samych siebie. 
Dlaczego ten jeden 'zły' posiłek potrafi spieprzyć efekty naszej, powiedzmy, tygodniowej pracy? To sprawa psychologii i chemii (indeksu glikemicznego).
Po całym dniu odpowiedniego żywienia siadasz i masz wielką chęć na coś niezdrowego, bo 'na dzisiejszym treningu prawie padłam, w końcu przebiegłam 7 km' etc. 

Gdy zjemy jedną czekoladkę momentalnie chcemy wziąć kolejną. Żaden czekoladoholizm, czysta fizjologia. A potem kończymy na całym pudełku, za godzinę chcąc więcej cukrów prostych, bo IG dostaje w kość. Dlatego właśnie jeden, z pozoru niewinny, cheat meal może zamienić się w błędne koło, następnie cheat day, a w finalnej formia w 'a walić tę dietę'. True story!

Jak obejść się bez cheatowania? Moje sposoby.
1) Zwiększ podaż kalorii.
Jeśli jedziesz na 1500 kcal przy treningu 6 razy w tygodniu to trudno, żebyś nie miał/a napadów głodu. Tym bardziej tych ukierunkowanych na wszystko, co tłuste i słodkie. Niestety, ale gdy dostarczamy organizmowi zbyt mało paliwa on odmówi nam współpracy i zamiast spalać tłuszcz 'zjemy' swoje mięśnie, dzięki którym spalamy więcej kcal nawet leżąc.
Obecnie jem ok. 2100 kcal, nie czuję się ospała ani przejedzona, i co ważniejsze mam siłę na treningi.

2) Więcej białka!
Jeśli spożywasz w okolicach 1,5-2 g białka/kg masy ciała (wiem, że to bardzo dużo) nie ma szans, że będziesz miał/a ochotę na słodycze i maka.

3) Dla początkujących. Jeśli wykonujesz pkt 1 i 2 są nikłe szanse na to, żebyś potrzebował/a trzeci, ale na wszelki wypadek.
Chcesz coś słodkiego? Zrób pełnoziarniste babeczki z awokado, odżywka białkową i stewią. Udawane, ale smak się zgadza.

4) Oczywistości nigdy za dość - jedz co 3 h. Nawet ustaw idiotyczny alarm w telefonie. Sama tak zaczynałam śmiesząc współpracowników do łez, teraz organizm sam wie, kiedy jest pora na ładowanie.

Wystarczy kilka tygodni tego planu, aby kompletnie zmienić nastawienie do naszych, do tej pory, 'nagród'. Pamiętam jak po naprawdę 'czystej' diecie zjadłam wielki deser w kawiarni. Czy cieszyłam się z przyjemności ociekającej czekoladą? Ani trochę. To nie była ta sama przyjemność, co kiedyś. Świadomość kroku w przód i dwóch do tyłu dawała o sobie znać.

Dlaczego cheat meale są tak chwalone w artykułach? Wg mnie jest to idealna sprawa dla osób, które zajmują się sportami sylwetkowymi lub kogoś, kto przestrzega naprawdę restrykcyjnej diety (bardzo obniżona podaż kalorii). Na pewno nie sprawdzi się u osób, które szykują ciało do lata;)


Nie jestem dietetykiem i nim nigdy nie będę. Post oparty o moje własne eksperymenty żywieniowe.

5 komentarzy:

  1. Ahh te cheal meal :)) Może i są dobre przy restrykcyjnej diecie, ale i tak trzeba naprawdę na nie uważać. Nie ma co przesadzać :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Więcej jedzenia i sporo białka (ale też nie samego, bo dieta zanadto ograniczająca węgle i tłuszcze też zakończy się "chcicą" ;)) to dobre sposoby, żeby uniknąć apetytu na cheat meal, przynajmniej na początku - bo z czasem człowiek dbający o zdrowie patrzy na te wszystkie desery i fast foody i stwierdza, że nie warto po nie sięgać, tym bardziej że samemu może zrobić o wiele smaczniejsze potrawy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. poza tym, kiedy jem w miarę zdrowo i odpowiednio dużo, i marzę sobie przez cały tydzień 'o, dziś zjadłabym placki ziemniaczane, teraz mam ochotę na kokosowe ciastka, hmm a może naleśniki?' to jak przychodzi cheat day i mogę zjeść to wszystko, okazuje się, że cała ochota przechodzi i jednak zjadam warzywka na obiad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to samo! :D Kiedy nadarza się okazja wypas obiadu jem go bez żadnej ekscytacji. Jakby za karę, bo wiem, że będę musiała się ostro namachać, żeby to spalić.

      Usuń