2014/03/05

Dietetyk z sieciówki, czyli Anna testuje.


Wiedza kontra papier

Jestem osobą, która trochę już siedzi w tym internetowym światku entuzjastów zdrowego jedzenia/kształtowania sylwetki. Zawsze jednak miałam ciągoty, aby to, co do tej pory praktykuję było potwierdzone przez fachowca. Niepotrzebnie.

We wrześniu, za namową przyjaciółki, miałam swoje pierwsze starcie z Panią 'dietetyk', która nazywała siebie doradcą żywieniowym. Oznaczało to mniej więcej tyle, że nie miała żadnego przygotowania merytorycznego (oprócz błahych szkoleń). Poszłam na tzw. bezpłatny test wellness, aby sprawdzić zawartość tłuszczu w ciele na tanicie. Przy okazji słuchając bzdur o tym, że mój wskaźnik BMR (podstawowej przemiany materii) oznacza liczbę kcal, którą mogę zjeść w ciągu dnia, aby utrzymać wagę. Mój BMR to zaledwie circa 1400 kcal. Gdybym jadła tyle, nawet przy siłowni raz w tygodniu chudłabym w oczach lub dopuściłabym do katabolizmu mięśni, czyli do totalnej tragedii. Pani niestety zapomniała o współczynnikach aktywności, przez które powinno się mnożyć BMR (dla tych, którzy widzą ten wskaźnik po raz pierwszy - tyle kcal powiniśmy przyjmować, aby nasz organizm był w stanie podtrzymać podstawowe funkcje życiowe, bez niemal żadnej aktywności fizycznej, czyt. leżąc i nic nie robiąc). Oczywiście na konsultacji nie obyło się bez wciskania suplementów białkowych o niebotycznych cenach (odżywka białkowa za 250 zł).

Dietetyk z gazety

źródło
Dzisiaj skorzystałam z oferty pewnej sieciówki - ze zwyczajnej ciekawości. Wiedziałam, że bezpłatność konsultacji zawiera w sobie niemal przymuszanie do zakupu specyfików odchudzających, ale stwierdziłam, że jestem wystarczająco asertywna na to starcie. Przy okazji oczywiście chciałam sprawdzić czy bf spadł. W tym wypadku mamy do czynienia z prawdziwym dietetykiem (a przynajmniej osobą, która ukończyła studia o odpowiedniej nazwie). 
Gdy weszłam do jej gabinetu mina pani dietetyk była co najmniej wymowna, Na pytanie 'co panią do nas sprowadza?' odpowiedziałam 'chciałabym zejść do 18-19% bf, ćwiczę głównie siłowo'. Tu zaczęły się schody. 
Lekko mówiąc pani była zdziwiona. Odparła, że NIGDY nie spotkała się z kobietą, która cokolwiek podnosi (w tym momencie poczułam się jak wielki koksu wśród ektomorfików). Jak dietetyk może nie wiedzieć czym jest trening siłowy?! Dodatkowo upierała się, że 'spacery wystarczą, aby ujędrnić ciało'. Nie wspominając o fakcie, iż sama pani-encyklopedia mogła się pochwalić ok. 15 kg nadwagi i otyłością brzuszną. Jak mówi stare przysłowie szewc bez butów chodzi. Antyreklama lvl 900.
Otrzymałam jakże uniwersalne porady, które były co najmniej jak te z gazet typu Pani Domu czy Olivia. "Nie smaż, nie jedz miodu, owoce tylko rano, zamiast cukru używaj słodzików, nie dojadaj pomiędzy posiłkami". Tak więc jedzmy aspartam, gotowane papki, a brak węglowodanów uzupełniajmy wieczornymi napadami głodu o nazwie 'daj mi miks tłuszczu i węgli prostych, bo zdycham'. Wzruszyłam się.



Badanie, diagnoza-komedia

Procedurę rozpoczęła od pomiarów - wzrost, waga i słynny analizator składu ciała tanita. O dziwo na wrześniowej wizycie otrzymałam pełen profil (waga kości, % tkanki tłuszczowej i mięśniowej, wiek metaboliczny etc.), tutaj natomiast tylko masę tłuszczu w kg i masę 'nietłuszczową'. Teraz pozostaje mi jedynie zgadywać czy zbudowałam mięśnie czy też nie. Co daje nam odpowiedź, że nie jest to miejsce dla mnie. Pytania czy jem regularnie i czy jem słodycze. Klasyk. Podwójna odpowiedź twierdząca pozostawiona bez odzewu. Następnie pani poinformowała mnie, że mam tak niski poziom bf (21 %), że nie mogą mi nic zaproponować, ponieważ oni są od zdrowego odchudzania (idź do ostatniego akapitu), a gdy zejdę poniżej 20% czeka mnie zaburzenie gospodarki hormonalnej, brak okresu i totalna masakra. Czułam się jak 15letnia modelka wannabe, która ociera się o anoreksję. Jakby uszczerbek 2% tkanki tłuszczowej, czyli w moim wypadku 1,2 kg, miało doprowadzić do skrajnych zmian w organizmie. Poradziła mi także, że jeżeli zajmuję się sportem wyczynowo (to te wolne ciężary i aż 4 razy w tygodniu) to powinnam skorzystać z porad trenera i specjalnego dietetyka  - a czy 'zwykły' dietetyk nie jest czasem od układania diet dostosowanych do potrzeb zarówno chcących przybrać, zgubić oponkę lub zbudować masę mięśniową? Z każdą chwilą kompromitowała się coraz bardziej.

Po przyjściu do domu zaczęłam liczyć procentowy skład masy ciała na podstawie otrzymanych wyników i okazało się, że mam 25 % bf (jak dla mnie pomylić się o 4% to jak powiedzieć komuś, że waży 10 kg mniej) we wrześniu przy tej samej wadze było go 22,7%, co daje nam kompletnie nielogiczną całość. Od grudnia intensywnie ćwiczę z ciężarami i biegam, więc jest to fizycznie niemożliwe. Dlatego też nie należy wykonywać pomiarów na 2 różnych analizatorach;)


Cud zamknięty w 10 ml

źródło
To nie koniec. Gdy czekałam na wizytę byłam świadkiem jak klientka od razu po wyjściu z gabinetu zakupowała suplementy, które mają sprawić, że tłuszcz sam się z nas wytopi. Muszę przyznać, że ich forma daje dużo do myślenia. Są to małe fiolki z 'koncentratem', który mamy rozpuścić w wodzie i pić rano i wieczorem (teraz zapewnie wszyscy włączyli mode 'sam wiesz kto'). Z tego, co mówiła pani dietetyk poranne mają przyspieszać przemianę materii, a wieczorne hamować łaknienie. A ich cena? Śmieszne 99 zł na tydzień. Za takie pieniądze można kupić koszyk naprawdę dobrej jakości produktów, nawet z certyfikatem BIO, które na pewno będą o wiele lepsze dla naszego organizmu niż jakaś podejrzana chemia. Swoją drogą jestem bardzo ciekawa tego tajemniczego składu.
Niestety pani nie mogła zacząć bajdurzenia o ich wspaniałych właściwościach, ponieważ wg analizatora powinnam zgubić jedynie 0,6 kg bf. Byłam więc klientem nieopłacalnym.

Teraz odpowiedź na pytanie dnia: czy warto iść do dietetyka? 
Jeśli jesteś osobą, która dużo czyta, siedzi na forum sfd.pl - nie. Jeśli zaczynasz, możesz iść, aby dowiedzieć się informacji z pierwszej ręki, zadać nurtujące cię pytania. Tylko żadnych sieciówek.
Po co powstały? Aby zdesperowani ludzie poszukujący pomocy w wielkim zrzucaniu wagi 'last minute' wydawali grubą kasę na fiolki.

A Wy jakie macie doświadczenia z dietetykiem? Byłyście/byliście, a może się wybieracie? ;)


8 komentarzy:

  1. To mi poprawiłaś teraz humor :D
    Nigdy nie byłam i nie zamierzam, utwierdziłaś mnie tylko w tym przekonaniu. Ostatnio widziałam na lokalnym portalu ogłoszenie o mniej więcej takiej treści: "poszukujemy trenerów ds odżywiania, doświadczenie nie jest wymagane" nic dziwnego, że trafia się na takich 'specjalistów ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta pierwsza była właśnie ową trenerką :D A co by było śmieszniej nawet aplikowałam w akcie desperacji na tego typu ogłoszenie i o mało nie zostałam przyjęta. Stwierdziłam jednak, że nie dałabym rady wciskać takiego kitu.

      Usuń
  2. W życiu nie pójdę do dietetyka - chyba że będzie jednocześnie trenerem personalnym który zjadł zęby na treningach siłowych i będzie widać po jego ciele, iż wie co robi. Poza tym na SFD można dostać dużo o wiele bardziej cennych i sensownych porad i nikt nie wciska mi suplementów na chudnięcie. Takie akcje żerują na zdesperowanych ludziach, którzy nie mają wiedzy na temat tego gdzie szukać lepszego rozwiązania dla ich nadwagi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę smutne, że same, jako czytelniczki forum, wiemy więcej niż mądre panie po studiach. Z dietetykami jest też trochę tak, że ludzie nie mają motywacji i myślą, że gotowa rozpiska co jeść i kiedy da im poczucie bezpieczeństwa - no raczej nie.

      Usuń
  3. ja mam szczęście - mój trener jest jednocześnie dietetykiem, ze stopniem doktora z kulturystyki i zna się na tych tematach :) śmieję się, że zrobi ze mnie Hulka taka będę silna :)
    warto jest korzystać z rad specjalistów jeśli faktycznie są specjalistami ;/
    a co do poziomu tkanki tłuszczowej to trochę pani "dietetyk" miała racji - my kobiety mamy ciężko, jak spada nam poziom tkanki tłuszczowej to występują zaburzenia hormonalne (u innych większe, u innych mniejsze). Chociaż chciałabym mieć widoczne wszystkie mieśnie jak na zdjęciach z inspiracji wiem, że jeśli chcę wkrótce założyć rodzinę to nie mogę sobie pozwolić na zejście poniżej 20% tkanki tłuszczowej. Pilnuje tego mój lekarz, mój trener też zwrócił na to uwagę. Jest to dosyć kłopotliwe przy 7 treningach w tygodniu i szykowaniu się do triathlonu, ale wierzę, że się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam plan by skorzystać z treningów personalnych (z dietą gratis) na mojej siłowni, ale byłam świadkiem jednego z nich i mnie nie powalił. Jednak ja przy ćwiczeniach skupiam się głównie na zmianie składu ciała. U Ciebie to już zupełnie inny poziom wtajemniczenia - swoją drogą podziwiam za podjęcie się wystartowania w triathlonie :D Ja mam w planach tylko skromny bieg na 5 km.
      Zdaje sobie sprawę, że zejście poniżej 20% może być niejako niebezpieczne, dlatego będę starała się monitorować jak moje ciało będzie reagować na zmiany:)

      Usuń
  4. Namnożyło się teraz dietetyków i szczerze trudno znaleźć dobrego dietetyka. Moja koleżanka kończy studia na dietetyce i ostatnio jak przyniosła dietę od x dietetyka to padłyśmy, za dużo białka, za dużo witaminy c, musli słodzone i dosładzane syropem glukozowo-fruktozowym...Szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety jedynym wyjściem jest obecnie wnikliwa lektura sfd. Na jej podstawie można ułożyć naprawdę dobry jadłospis, zresztą pełno tam gotowców i osób, które chętnie nam pomogą.

      Usuń