2014/04/09

Damska siłownia vs. świat testosteronu


Nowe love ///source

The big change

No i stało się. Po kilku latach (z przerwami) postanowiłam przenieść się z 100 % damskiej na mieszaną. Dlaczego? Miałam dosyć tego, że brakowało mi sprzętu do treningu z wolnymi ciężarami.

Geneza podziału.


Większość siłowni jest unisex. Skąd więc koncepcja separowania płci? Chyba wzruszająca historia, że kobiety są takie delikatne, a faceci tacy silni. Że dziewczynie nie wypada podnosić ciężarów (never ending story) albo że dziewczyny krępują się ćwiczyć w towarzystwie facetów lub odwrotnie. Jednak widzę tutaj pewien pomysł. Wyobraźcie sobie stan faktyczny: jesteście zakompleksioną, młodą stukilogramową dziewczyną i postanawiacie w końcu zmienić swoje życie (i wagę). Gdyby w tym momencie miała wejść do sali z 10 facetami pewnie uciekłaby po 30 sekundach. W babskim gronie czuje się bezpieczniej, w końcu obok niej też pocą się dziewczyny, które zrzucają oponkę lub bryczesy. Ekhm... chciałaby, ale oczywiście robią to nieumiejętnie. Pomijam oczywiście słynne panie uczęszczające na fitness, bo myślą, że ciężary zrobią z nich 'pakerów'.


DAMSKA: Baba nie jest od podnoszenia

Tyle dali mi do zrozumienia. (Najlepiej przed tą częścią przeczytać post, w którym opisałam swój 'okrojony' przez brak stosownego wyposażenia trening.)
Raz nawet usłyszałam od jednej z instruktorek fitness, która sama ćwiczy siłowo "bardzo ładne squaty robisz z wyciskaniem, ale dlaczego aż 6 kg na rękę?! Żeby wyrzeźbić ramiona weź maksymalnie 3 kg". Bajcepsy mi opadły. A myślałam, że osoby z wyrzeźbionym ciałem znają się na rzeczy.
Jak to wygląda? Maszyn mają od groma, strefa cardio jest naprawdę profesjonalna, ale brak kettlebelli i sensownych sztang przeważył o mojej decyzji. W końcu mogłam się posługiwać tylko maleństwem do damskiego wyciskania leżąc. Nie było w ogóle mowy o klasycznych przysiadach ze sztangą. Chyba że chciałam ryzykować przerzucając 15 kg (więcej nie dało się załadować) przez głowę. Jedyna sztanga na stosownym stojaku była wiecznie załadowana na 30 kg, a trener, który powinien mi asekurować przy pierwszych próbach zwyczajnie 'rwał laski'. Rwał na rozpisanie treningu - wszystkim takiego samego. Pozwalał też, by na jego oczach panie z większymi brzuchami katowały te śmieszne, jak to ja je nazywam kołyski, a cała reszta dobrze wszystkim znane ginekologi, czyli przywodziciele i odwodziciele uda. Nie wspominając o paniach, które chciały wyciskać nogi na suwnicy bez zwolnienia blokady, a było ich kilka :)
Także jedyne, co mi pozostało były hantle 7,5 k na rękę. A wiadomo, siła rosła i nie miałam jak zwiększyć ciężaru. Pozwoliłam sobie zrobić mini podsumowanie. Nie mówię, że każda damska siłownia tak wygląda, ale byłam już na kilku stricte 'dla bab', wszędzie odchyły wyglądały mniej więcej tak:


MĘSKA: Obce terytorium

Jeśli któraś z Was przeniosła się z babińca dokładnie wie, co mam na myśli. Wczoraj pierwszy raz znalazłam się pośród wielkich pakerów - sama. Trener oprowadził mnie, pokazał gdzie są jakie maszyny, opowiedział o strefie crossfitu i części do treningu funkcjonalnego. Oczy zaświeciły mi się na widok kettli. Chciałam kupić sobie jeden do domu, jednak wolałam najpierw trochę się z nim pobujać. Ku mojemu zaskoczeniu oglądnie masy filmików instruktażowych nie poszło na marne.

Pierwszy trening wśród facetów
+ przed HIIT na bieżni

Niestety podczas mojej pierwszej wizyty w klubie zastałam tylko jedną kobietę. Byłyśmy my dwie kontra 15-20 panów. Myślałam, że ćwiczenie z facetami nie będzie dla mnie problemem. Jednak tego dnia skupiłam się na badaniu terytorium. Chodziłam, jak na typową blondi przystało, sprawdzałam maszyny i obmyślałam spontaniczny trening, podczas, gdy wszyscy panowie patrzyli się na mnie z mieszanym wyrazem twarzy, jakby chcieli powiedzieć 'znowu zaginiona dziunia Chodakowskiej' ewentualnie 'o, szuka męża'. Musiałam oczywiście spytać ile ważą poszczególne gryfy. Wtedy też pewnie przeszło im przez myśl 'no już byś mogła mnie lepiej poderwać'. To jest jak na razie jedyny minus facetów w pobliżu.
Drugi (dzisiejszy) wypadł już o wiele lepiej. Wiedziałam, co chcę zrobić - wypróbować strefę crossfit! Brakowało mi odwagi, żeby założyć dwa pięciokilogramowe bumpery na gryf olimpijski. Dlatego też postanowiłam najpierw wyrobić technikę na 20 kg. w końcu to był mój pierwszy raz ze sztangą. Mogę stwierdzić, że z te same ćwiczenia (martwy ciąg, przysiady etc.) wykonywane z hantlami są o wiele trudniejsze. Poza tym, byłam w szoku, że moje ciało, które dotychczas było w stanie brać te 15 kg nagle poradziło sobie z 27! Co prawda była to już końcówka treningu, ale ta sztanga strasznie kusiła. No i udało się. Jestem przeszczęśliwa. 
Za co pokochałam nafaszerowaną testosteronem siłownię? Za to, że w końcu będę mogła układać różnorodne treningi (TRX, kettle, podciąganie, pudła, sztangi, bumpery etc.). Ponadto trenerzy są naprawdę kompetentni i jak tylko będę chciała zasugerują mi konkretny plan. Dodatkowym plusem są grupowe treningi crossfit, na które niedługo się wybiorę (tam też są zaledwie 2-3 panie konta 20 samców) i oczywiście opiszę to tutaj. Podsumowanie:





Pytanie do moich czytelniczek: a Wy gdzie ćwiczycie? :D

5 komentarzy:

  1. Ja sobie nawet nie wyobrażam ćwiczyć na typowo damskiej siłowni. Zdecydowanie wolę, kiedy w otoczeniu są mężczyźni :)
    Chyba że jest taka sytuacja, o której tutaj napisałaś. Z drugiej strony- kobiety mogą być czasem jeszcze gorsze niż mężczyźni...

    OdpowiedzUsuń
  2. w ogóle nie miałam problemu z odnalezieniem się na męskiej siłowni:) po pierwsze już od początku wszyscy chcieli mi pomagać (dla panów dziewczyna na siłowni to rzadkość:)), poza tym ostatnio się śmiałam z mojego kolegi, który mówił, że nie chodzi na siłownię, bo żaden kolega nie chce z nim chodzić, a ja na to: "zaczęłam chodzić sama na siłownię, a teraz już mam tam pełno kolegów, nie rozumiem problemu" :):):)
    zakaceptowana zostałam po jakiś 3 miesiącach regularnego chodzenia (zaczęły pojawiać się komentarze, że dobrze mi idzie i że jestem rozciągnięta świetnie - to akurat zasługa jogi, której panowie raczej nie ćwiczą:)), ale naprawdę poczułam się, że jestem "swoja" kiedy przebiegłam półmaraton - u większości bywalców siłowni zobaczyłam błysk w oku i komentarze - "ja nie dałbym rady, jesteś naprawdę wytrzymała". Słysząc takie słowa od ludzi, którzy naprawdę wkładają mnóstwo wysiłku w ćwiczenia (tylko trochę inne niż moje:)) poczułam się doceniona:) ot, taki gratis do jędrnego tyłka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jesteś dla nich inspiracją (zresztą dla mnie też) :) Wczoraj był grupowy trening crossfit, byłam na nim jedyną dziewczyną i nie powiem - wzrok facetów, gdy podciągałam się na tej samej gumie, na której wcześniej podciągał się mężczyzna, bezcenny :)

      Usuń
    2. Najlepiej, jak przyjdzie jakiś nowy albo nieznajomy na siłkę i chce Ci pomagać :D jak za chwilę robisz bezbłędny przysiad albo martwy ciąg, to mina bezbłędna :D
      Ćwiczę na lokalnej mordowni, w sumie sama siłownia jest cywilizowana, ale sala z wolnymi ciężarami to inny świat, szczególnie, jak się moje ulubione towarzystwo pojawia. Przywykłam do nich i polubiłam, ciężko mi będzie się rozstać z tym klimatem, kiedy się wyprowadzę.

      Usuń
  3. Siłownia z mężczyzną. Miło popatrzeć :D zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń