2014/05/19

Dotwork & geometric tattoos




flash by H. Snowdon /// source
























The beginning of my journey

Bardzo dawno poruszyłam tutaj temat tatuaży. Dopięłam swego w lipcu 2012 robiąc mały napis na żebrach. Wiedziałam, że na nim nie poprzestanę, pomimo bólu i cierpienia. Drugi zrobiłam w październiku 2013. Tutaj już nie bawiłam się w kreski. Powstawał 3,5 h, a ostatnia godzina była prawdziwą drogą przez mękę. Dlaczego? Na początku były kontury, czyli najprzyjemniejsza część, później cieniowanie, które bardzo podrażnia skórę. W efekcie pod koniec była już spuchnięta, a odczuwany ból zwiększył swoją siłę pięciokrotnie. Na szczęście odbyło się bez łez.




Stay on track


Najpierw zabookowałam termin, później obmyślałam szczegóły tego, co ma powstać na moim ciele. Wertowałam google images, by znaleźć inspiracje aż trafiłam na pracę Hanny Snowdon. Wtedy też postanowiłam, że moje wszystkie przyszłe tatuaże będą wykonane w tej stylistyce, czyli przy użyciu 'dotwork'. W Polsce bardzo rzadko można znaleźć artystę, który specjalizuje się w tej technice. Zauważyłam, że większość z nich preferuje realizm, oldschool i new school, czyli klasykę gatunku. Swoją drogą już na samym początku przygody z tatuażem postanowiłam, że żaden z nich nie będzie kolorowy. Taka moja estetyka.

Gdyby starczyłoby mi miejsca na ciele z chęcią przeniosłabym tę ściankę flashy na swoją skórę. Każdy jest tym idealnym. Dlaczego? Kropki nadają tatuażom lekkości. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych brzmi to jak oksymoron. W końcu tatuaże mają tylko byli więźniowie, marynarze i prostytutki. 
Wiem, że dyskusja na temat rzekomego odbierania przez te podskórne dzieła kobiecości nie ma sensu, bo trwa ona nieprzerwanie od ładnych paru lat.

Na szczęście na polskiej ziemi znalazła się osoba, która wyznaję dotworkową/lineworkową estetykę - Kamil Czapiga. Jego prace to ucieleśnienie moich marzeń. Z chęcią oddałabym w jego ręce niemal całe moje ciało. Niestety trzeba długo czekać na termin, lecz ja mogę czekać nawet rok. Naprawdę warto.

Nie znikam na dobre ;) Do masakr egzaminacyjnych został już tylko miesiąc, więc będę zmuszona bywać tutaj trochę rzadziej niż miałam w zwyczaju do tej pory. Jednak obiecuję pisać pomiędzy kpk a kc.

tattoo by H. Snowdon /// source







4 komentarze:

  1. witam w klubie wytatuowanych :p
    tez mam dziarę, na lewej łopatce, czerwoną gwiazde z czarnym konturem, który przechodzi w klucz wiolonowy wewnątrz.
    Uwielbiam go i wiem, że niedługo idę, by na łydkach zrobić sobie coś... i na nadgarstku. myślałam też, by za uchem coś jeszcze, ale chwilowo się powstrzymam, bo mnie z domu wygonią xD
    pamiętam, jak mój przyjaciel wziął się do pracy. kontury do masarz, cieniowanie to intensywne kucie, jakby się drasnąc igłą. A wypełnianie tuszem i poprawki... byłam już tak zmęczona i zirytowana brzęczeniem maszynki, że o mały włos nie odjechałam :p ale dałam radę i wzmocniłam się.
    ach! mam tatuaż!
    symbol swej niezależności, dojrzałości i ważnych zmian w moim życiu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Kolejny termin w grudniu :D

      Usuń
    2. Ja ostatnio zrobiłam drugi a właściwie pierwszy bo cover :) narazie nie planuję, ale pamiętam jak o tym ciągle myślałam, chodził za mną już tyle czasu

      Usuń