2014/07/06

Crossfit #11: Moje pierwsze zawody



WOD nr 1: The biggest fear

Zdjęcie pt. "to się wkopałam" idealnie oddające atmosferę, która towarzyszyła mi niemal przez ciały dzień. Wiedziałam, że startowanie w zawodach po 3 miesiącach trenowania to niemały hardkor i szaleństwo, ale powiedziałam raz się żyje. W ostatnich postach przeżywałam, lamentowałam i rozkładałam ręce po zobaczeniu WODów konkursowych. Na 10 minut przed swoim heatem poszłam do sali 'rozgrzewkowej', żeby choć raz wskoczyć na te nieszczęsne kawałki sklejki. Oprócz bujnięcia się do przodu nie zrobiłam niemal nic. 50 cm przerażało mnie jakby miało co najmniej metr. I znowu wróciłam do punktu "ni mogę, jestem zwykłą ciotą". Podłożyłam więc 15 kg bumbera (grubość 5 cm) i skakałam na totalnym luzie - fuck logic! Zdjęłam i znów blokada. Pomyślałam, że zostało mi jedynie asekuracyjnie dzwonić po karetkę, bo ratownik medyczny nie będzie w stanie złożyć mojej roztrzaskanej szczeny. Wzrok zarówno mój, jak i mojego teamu stojącego za mną jest bezcenny! Paniusia obraziła się na boxa na pół minuty przed startem.



Czas wystartował, zrobiłam szybkie burpee i stanęłam... i stałam. Aż w końcu weszłam i łaskawie wskoczyłam - próbowałam nadrobić próby załamania szybkim zeskokiem i rzucaniem się na matę z całej siły. Po około 2 minutach skoki na boxa szły co raz ciężej, z czasem wszyscy zawodnicy tracili siły na tyle, że ledwo wskakiwali na boxa. Czułam, że nie mam nic do stracenia i chwile zawahań były mniejsze, pod koniec nawet od razu po wstaniu z burpee skakałam, mimo że zmęczenie dawało o sobie znać i łatwo było zwyczajnie nie dolecieć. Okazało się, że wskakiwałam na boxa jedną nogą, żeby szybciej zeskakiwać z obrotem! Box ujeżdżony. Skoro dałam sobie z nim radę skacząc całą wieczność, jakim jest 5 minut. Miałam taktykę, oprócz oczywiście tego, żeby w ogóle wskoczyć, wolnego, lecz płynnego ruchu. Wiele osób jechało ostro pierwsze powtórzenia i zwyczajnie pod koniec padali. Mój wynik 38 w 5 minut. Otarłam się o 39 - wystarczyłoby, żebym zeskoczyła z boxa, a czas skończył się, gdy byłam na nim. Tym oto sposobem uplasowałam się na ostatnim, 22. miejscu. Jednak wystarczyłyby 2 więcej, żeby wskoczyć na 18. Dla mnie to i tak był sukces, chciałam zrobić chociaż 10. Potem plułam sobie w brodę za każdą sekundę odpoczynku. Powiedziałam sobie, że pocisnę w drugim.


WOD nr 2: Miał być lajt



Czyli 11 min AMRAP 50 cal row, 40 medball sit ups, 30 swedish kb swings, 20 lunges, 10 pullups.
Nieszczęsne wiosła, na których straciłam jakieś 30 sekund. Dlaczego cal, a nie metry? Bo byłoby łatwiej. W jechaniu 'na cal' najważniejsze jest, żeby robić długie i mocne ruchy (stąd moje piękne kładzenie się), wtedy 1 taki ruch to 1 cal. Niektórzy jechali też krótkie i szybkie, testowaliśmy to u siebie - wtedy 2-3 machnięcia to 1 cal. A jechanie na maksa mogłoby mnie tylko zajechać na tyle, że nie dałabym rady robić reszty.




40 medball sit-ups

Kolejne były killerowe brzuszki z piłką lekarską 6 kg. Niby wydaje się, że nic w tym trudnego, ale niestety złączone stopy, ab mata pod plecami (z którą nigdy nie ćwiczyłam) i piłka, która wylatuje z oblanych potem rąk to straszna kompilacja. Piłka miała 2 'dziurki na kciuki', które mi w ogóle nie pomagały. Standard wykonania to dotknięcie za głową i przed stopami. Były osoby, które odkładały piłkę na brzuch, by następnie znów ją podnieść, byli nawet tacy, którzy turlali ją po sobie. Ja jednak jechałam klasycznie - przenosiłam. 40 powtórzeń trwało w nieskończoność, robiłam milion przerw, a ustaliłam sobie, że zrobię tylko jedną, w połowie.




30 swedish swings/ kb 16 kg

Szwedzkie swingi, o których, aż wstyd przyznać, wcześniej nie słyszałam. Przyzwyczajona byłam do rosyjskich (do linii wzroku) i amerykańskich (nad głowę). A czym jest szwedzki? To coś pośredniego. Na lewym zdjęciu jechałam za wysoko, tracąc niepotrzebnie energię, na prawym niemal idealnie. Kettlebell (16 kg z resztą) miał się znaleźć nad linią głowy. Wiele osób decydowało się niemal zrezygnować z pracy biodrami i podnosiła go. Niestety pryz tym typie nawet przy dobrej pracy bioder ręce dostają kopa, bo podciągają kb. W amerykańskim jest o tyle dobrze, że ręce odpoczywają u góry, tutaj tego nie ma. Bezcenny wyraz męki, bólu i cierpienia. Standardem były tutaj wyprostowane biodra i kolana w pozycji górnej- full extension. Ręce mogły być zgięte.


20 Lunges/ 15 kg

Niestety w moim występie ostatnie ćwiczenie, czyli wyroki z bumperem 15 kg.
Do tej pory wykonywane z max 10 kg. Także sam ciężar był dla mnie wyzwaniem. Standardem było dotknięcie kolana na dole i pełen wyprost u góry. Dlaczego? Bo o wiele łatwiej wchodzi się w wykrokowy trans przy lekko pochylonej pozycji wyjściowej. Wtedy nogi same chodzą. Dodatkową ciekawostką był fakt, że nie było wymagane zmienianie nóg. Można więc było zrobić 20 tylko na jedną nogę. Ja klasycznie robiłam naprzemiennie. Największym problemem było samo utrzymanie bumpera nad głową - jak widać zdjęłam rękawiczki, bo spocone dłonie się strasznie ślizgały. Dodatkowo ramiona i przedramiona zdychały po swigach i brzuszkach, więc zwyczajnie nie dawały rady z takim ciężarem. A powrót nogi z wykroku był niemałym wyzwaniem. Skończyłam na 12 powtórzeniach. Zabrakło mi 8, żeby dojść do podciągnięć.
Wtedy sędzia zapisałby mój czas po wykrokach i następnie ruszyłabym do drążka na ostatnie sekundy. 

A teraz trochę ponarzekam

Moim celem było właśnie ukończenie wykroków, niestety nie udało się. Gdy robiliśmy tego WODa na treningu skończyłam na 3 podciągnięciach, więc wynik był o wiele lepszy - wtedy byłabym w okolicach 13 miejsca. A znowu skończyłam na ostatnim - o ironio przedostatnim, bo ktoś zrezygnował. Mój cel bycia przedostatnią w klasyfikacji po 2 WODach niestety nie wypalił. A miałam dać z siebie wszystko. W 2. WODzie piłam jak szalona, niestety było mega gorąco, co utrudniało trochę robotę. Jednak myślę, że mój wynik nie jest aż tak tragiczny jak na mój staż, w końcu wszystkie dziewczyny trenują dłużej ode mnie. Nie mówiąc o wynikach Pań z podium -  pełen szacun, przykładowo 1. miejsce w drugim WODzie miała dziewczyna, która ukończyła 1. rundę + zrobiła 42 cal na ergometrze.
Chciałam sobie udowodnić, że mogę. Oczywiście teraz narzekam, że mogłam nie łapać oddechu, skisnąć/umrzeć w trakcie. Jednak to uczucie tuż po, gdy położyłam się i po prostu leżałam. Dostałam przykurczu przedramion, a całe ciało się trzęsło. Coś pięknego. To była rozgrzewka. Teraz przygotowania na Bydgoszcz w sierpniu. Cel zostanie osiągnięty! Wielkie podziękowania dla Was, moi Rebelsi - za wsparcie, doping, zdzieranie gardeł <3




9 komentarzy:

  1. Gratuluję podjęcia decyzji o starcie! Teraz jesteś mądrzejsza o nowe doświadczenia, które na pewno pomogą w kolejnych zawoadach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co masz wytatuowane na udzie? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jesteś mega silna kobieta :) super, że Ci się spodobało i chcesz więcej, tak trzymać :):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dałaś czadu!:) Mówiłam Ci że sobie poradzisz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sierpniu dopiero pocisnę! :D

      Usuń
  5. Dla mnie i tak jesteś zwycięzcą:)
    Myślałam o crossfit ale na razie jeszcze nie jestem gotowa na podjęcie wyzwania - nie chce się po pierwszych zajęciach zniechęcić:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj uwierz, że ja też nie byłam gotowa na pierwszy trening cf:) Jednak ten szok dla organizmu był czymś pięknym - to były TE endorfiny, a nie tam jakieś Chodaki...

      Usuń