2014/09/11

Runmageddon Classic Sopot 6.09.2014



fot. Zdzisław Landowski / landmedia.pl
W tę sobotę podjęłam się niemożliwego. Przebiegłam (a w sumie przeturlałam, wyskakałam, powspinałam się) Runmageddon. Czekała mnie 12 km trasy z 70 przeszkodami. Pierwotnie miało ich być 40. Na miejscu okazało się dlaczego. Gdybyście mieli problem z odnalezieniem mnie na zdjęciu - jestem obok słynnych Hooah, czyli faceci w legginsach (tak, te w kwiatki).

Pierwszymi przeszkodami okazały się być dobrze koniarzom znane stałe przeszkody z WKKW. Zawsze chciałam choć raz przeskoczyć jedną z nich za mojej jeździeckiej kariery, jednak się nie udało - tym razem miałam taką możliwość, jednak musiałam skakać na własnych nogach. 
Niektóre z nich były wyzwaniem dla kogoś, kto ma 160 cm wzrostu. Widziałam, że niektórzy faceci wręcz przez nie przelatywali - ja zawsze musiałam szukać na nie sposobu. Mogę śmiało powiedzieć, że 60% przeszkód stanowiły własnie te typu "ihaa".



fot. Wiktor Wickland

Jak wyglądają przeszkody?

Po około 600 m moim oczom ukazała się pierwsza ściana. Na szczęście drużyna sprawnie mnie przez nią przerzuciła. Niestety łatwiej jest wejść niż zejść. Po paru końskich przeszkodach czułam, że kostki ostro dostały i wolałam ostrożnie z nich zeskakiwać.
5 razy czołgaliśmy się pod drutem kolczastym, ostatni raz był wyjątkowo bolesny - miliony kamyczków itp. Kolana były wręcz spuchnięte, siniaki jeszcze mi nie zeszły - to samo z łokciami. Najprzyjemniejsze okazały się być przeszkody wodne, w których nogi miały chwile odpoczynku. Nie obyło się też bez przeszkód z "siatki". Jedna z nich była jak ściana - problemem był fakt, że przy 5 osobach jednocześnie strasznie się bujała, na szczęście wiele osób pomagało naciągając ją. Niektóre z końskich przeszkód były (przynajmniej dla tak niskiej osoby jak ja) nie do przejścia bez czyjejś pomocy.


fot. Wiktor Wickland
Nie dla ciot


Jeśli marzysz o udziale w tego typu biegu musisz liczyć się z tym, że nie wymaga się tu jedynie kondycji i wytrzymałości (głównie na ból - moje kolanka), ale i także odporności na niskie temperatury. Przykładowo małe ugaszanie po słynnej przeszkodzie a la Janosik, czyli skoku przez palącą się kłodę. Jakąś chwilę wcześniej musiałam wskoczyć do zbiornika z naprawdę lodowatą wodą. Jak się później okazało godzinę przed naszą serią pływał w niej jeszcze lód:) Tuż po wyjściu mocno mną zatrzęsło, na szczęście nie miałam skurczów.

Na pewno must have na tego typu bieg to dość silne ręce - w tej edycji nie były aż tak potrzebne, jednak w Runmageddonie Rekrut trzeba było iść parę ładnych metrów po drabinkach tuż nad mini jeziorkiem. Przeszkodami były też odcinki, na których trzeba było trochę ponosić - np. opony czy worki z piaskiem. Przy workach dodatkową atrakcją był teren - mini jeziorko z (oczywiście jakże inaczej) zimną wodą. 


To ja pobiegnę!

Oczywiście bieg jest idealny dla kogoś z lękiem wysokości - jak mua. O ironio - przeszkoda na zdjęciu obok okazała się być moją ulubioną z całego biegu :)
Pewnie zastanawiacie się co ubrać na bieg, który w swoim założeniu ma druty, błoto i pływanie w morzu... Ja postanowiłam dobić moje stare conversy - wybor był trafny, bo biegu całkowicie się rozleciały. Jednak komfort podczas biegu był znikomy - następnym razem założę tanie biegówki.
Jeśli chodzi o spodenki - zdecydowanie takie, które są wykonane z materiałów szybko rozprowadzających wodę - ja swoje mam z decathlona za 40 zł. Długość - zdecydowanie do kolan lub dłuższe - musicie pogodzić się z tym, że zahaczycie nimi o drut kolczasty podczas czołgania i zrobicie parę ładnych dziur. Sami mijaliśmy chłopaków z 'wystawką' tyłka (czasem i gołego).

obie fotografie by Wiktor Wickland
Ta ściana jest za duża, czo robicz?

Zawsze warto biec w drużynie, oni na pewno zdejmą Cię ze ściany - fota obok - pozdro Luk! A jeśli nie dajecie rady z jakąś przeszkodą możecie dla przyjemności wykonać 30 przysiadów lub 30 pompek - no siema tak to się robi! Poddałam sie na skakaniu przez końskie boxy - yeap, that's right. Drodzy koniarze i ex koniarze - wchodziło się do boxa i przeskakiwało pomiędzy nimi - czyt. ściana z kratami, wysoka jak cholera, bez poprzecznych wspomagaczy. Przysiady załatwiły sprawę.

Dodatkowym smaczkiem był punkt z wodą na ok. 6 km. Wszyscy bardzo szczęśliwy, że woda, ale hola hola - nie ma nic za darmo. I znowu 15 przysiadów lub 15 pompek. Totalny chill za takie zbawienie.Ja zdecydowałam się na zakup żelu węglowodanowego o smaku mango - yummy. W sumie niezła sprawa, w końcu przy takim biegu piłam tylko raz w dodatku tylko 2 małe kubeczki.Oczywiście teraz wiele osób powie, że żele te przeznaczone są dla maratończyków - tak wiem. Jednak ja spaliłam swoje 800 czy tam 900 kcal, więc zasłużyłam.


Z dumą mogę powiedzieć, że mój czas wyniósł 1:46:07, byłam 20 na 160 kobiet. Nasza drużyna - Crossfit Rebels była 13 na 29 drużyn :)
Jeśli macie pytania, bo na pewno o czymś zapomniałam to piszcie w komentarzach. Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami, a jest ich trochę :)


fot. Filip Zubowski

fot. Anna Sulik



drużyna to podstawa! /// fot, Anna Sulik
fot. Anna Sulik
Ale że ja mam tam nurkować? /// fot. Anna Sulik

fot. Anna Sulik




9 komentarzy:

  1. wielki szacun, że sama brałaś w tym udział.
    na wiosnę i w lipcu kibicowałam bratu i kolegom podczas Rekruta w Warszawie i wiem że łatwo nie jest, chociaż widzę że ich wciągnęło i już szykują się na listopadowy bieg :)
    u mnie znajdziesz zdjęcia z lipca http://kuchniapysznosciowa.blogspot.com/2014/07/253-muffiny-z-malinami-borowkami-i.html
    pozdrawiam serdecznie
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam! I Gratulacje 20 miejsca! ;)
    aaa na tym jednym zdjęciu widać, że panowie też mają profity z tego, że pomagają! ;d

    OdpowiedzUsuń
  3. gratuluję :) jesteś mega:) podziwiam taku runmageddon to musi być ogromny wysiłek :)
    brawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto tu kogo podziwiać powinien moja droga :D Muszę Cię zdziwić - na mecie nie czułam jakiegoś wielkiego zmęczenia, dopadło mnie wieczorem :P

      Usuń
    2. bo jeszcze adrenalina działała :) ale forma to jest u Ciebie :)

      Usuń
  4. Wiesz, cholernie Ci zazdroszczę, taki wpierdziel dodaje pewnie mnóstwo pewności siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. czuje całą masę emocji, tęsknie za zawodami, kolana nadal nie pozwalają mi startować, ale chociaż jako wolontariuszka mogę poszaleć- krzyczę na zawodników i daje im pozytywnego kopa:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pif, paf, jesteś nominowana!
    http://zielpy.blogspot.com/2014/09/jestem-soba-az-strach-patrzec-pierwsza.html

    OdpowiedzUsuń