2014/11/18

Kopniak raz!



Foodporn zawsze w cenie ...

dlatego witają Was vegan pierogi indyjskie z mojej ukochanej Karrotki (must eat w Toruniu). UWAGA, lamenty. Blog ucichł - miks roboty, studiów i beznadziejnej pogody dał się we znaki. Z treningów rodem z czerwca nici, teraz mogę jedynie robić mini treningi w domu. Na warsztat idą głównie pompki, pistolsy czy double unders. Niestety z moimi zatokami nie mogę tak po prostu biegać, bo skończyłoby się to antybiotykiem już po jednorazowych 5 km. Z tej okazji czas na mały poradnik na wypadek akcji "a gdy jem drugą czekoladę popijaną colą myślę o jutrzejszej owsiance, której beta-glukan oczyści moje jelita z win i będę fit. już na zawsze (do kolejnego depreszyn cheatu)"

"Jesteś tym, co jesz" nigdy nie robiło na mnie wrażenia. Popatrzmy na ektomorfików obżerających się do granic fast foodami. Z jakim efektem? Żadnym. Może były wyjątki, które miały masakryczny stan cery i włosów. Ostatnio dużo dziewczyn pisze u siebie o braku motywacji/sposobach na nią etc. Ja też ją straciłam przez brak czasu na siłownię, przyznaję bez bicia. W tym momencie życie bez siłowni było początkiem długiej drogi w dół do żarcia byle czego. Oberwało się i to ostro.

Co tak naprawdę jest w stanie mnie zmotywować?

W końcu do tego dotarłam. To kryzys, stan "czarnej dupy" lub jak kto woli dno totalne. Kiedy postanowiłam ogarnąć michę? Gdy włosy zaczęły wypadać mi garściami, a cera zaczęła przypominać pole minowe. To trochę tak jak z paniami-oponkami, którym zewsząd się "wylewa", nagle a maju panika, że zaraz muszą wystawić swoje cielsko na widok publiczny. Wtedy zaczyna się dieta cud, anemia i trociny na jogurcie. Albo walka z cellulitem. 
Akt desperacji uratuje Ci dupę, zawsze. To taki pozytywny wku... - pozytywny jedynie w skutkach. Frustracja przeradza się w zdwojoną siłę odmowy kolejnego cukru w postaci czekolady/soku 100% czy innego ukrytego zabójcy Twojego wysportowanego ciała bez cellulitu.

Warto się czasem wkurzyć. Polecam, Wasza Ana.


10 komentarzy:

  1. I takie wpisy to ja lubię! Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda wiele dziewczyn pisze o braku motywacji, mnie też dopadła i bronie się przed nią jak tylko mogę, gdyby to było takie łatwe:) Od 3 dni jem zdrowo także jest już mini sukces:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz, jak pragnę takiego wkurwu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzie dokladnie jest ta karrotka? W toruniu jem tylko w fit&green, ewentualnie frytki i surowka w fast foodzie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Łaziennej 9, obok Cesky'ego Snu. W fit&green jeszcze nie byłam. Z innych wege barów jest jeszcze Ciasna na Podmurnej, jednak porcje są o wiele mniejsze niż w Karrotce, w której dojadam się do syta, a nawet bardziej (dania za 12 zł, zupy za 4 zł) i droższe.

      Usuń
  5. bardzo trafne :) ja ostatnio ku własnemu przerażeniu zaczęłam iść w kierunku wege! aj aj... zawsze mówiłam, że kocham mięso, a tu nagle jakoś mi nie smakuje i szukam dziwnych smaków między soczewicą a sałatą.
    wstyd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że mi też się przejadło, oprócz wołowiny :D Niestety mój układ pokarmowy nie toleruje strączków, więc muszę je ograniczać:P

      Usuń
    2. Moje marzenie to aby cała fit blogosfera zmieniła się w vegesferę więc dziewczynki werbuję was na jasną stronę mocy :)

      Usuń
    3. to czekam na jakieś specjalne przepisy :)

      Usuń