2015/01/29

Treningowo & dietetycznie


Witają Was moje 'słodycze'.

Wewnętrzny krzyk "piwa, cukru, węgli" to rzecz, która można pokonać. Nie chodzi mi tu o siłę woli, chociaż ma ona swój duży udział w unikaniu jedzenia rzeczy wyskoprzetworzonych. Najczęściej myślę o czekoladzie i innych przyjemnościach. Cukier naprawdę uzależnia. Moja dietetyczna fiesta trwała długo, więc walka jest trudna. Jak sobie z tym radzę? Koktaile z banana, jogurtu naturalnego i truskawek jest idealny. Czasem też szamię czekoladę, simple as that. Niestety to oczywista wina niemożności regularnego jedzenia. 6h okno niejako zmusza mnie to rzucania się na wszystko, co niezdrowe. Od dzisiaj wprowadzam 1 sok warzywny/warzywno-owocowy dziennie. Oczywiście chodzi mi o soki prosto z sokowirówki, nie kupny shit. Podczas trwających czasem 9h dni na uczelni zamierzam kupować tylko wodę lub soki marwit. Wycinka czas start.
Dziś zrobiłam ostry trening, oto on.
Jak widać było dużo rwania. Power snatch (z ziemi nad głowę) nie jest aż taki trudny do ogarnięcia - choć nie mówię, że jest to coś łatwego ;) Jednak squat snatch lub jak kto woli full snatch, czyli rwanie do przysiadu to zupełnie inna bajka. Oczywiście ruchy są zbliżone do power snatch, jednak wcale nie tak łatwo jest zarzucać sztangę jednocześnie schodząc do przysiadu, a na samym końcu wstać z ciężarem.Wymaga to silnego core, pleców i nienagannej techniki. Dlatego właśnie ćwiczyliśmy rwanie z różnych pozycji startowych. High hang - pozycja górna martwego ciągu, hang - lekko ugięte kolana sztanga parę cm nad kolanami, below knee - wiadomo, sztanga pod kolanami, lecz nie na ziemi ;) Nie jestem tu od omawiania jak powinno wyglądać ćwiczenie, od tego są trenerzy w Waszych siłowniach czy boxach. Jednak mogę Was pocieszyć, że jeśli nie kochacie snatcha to nie znaczy, że to uczucie nie ma szans się rozwinąć. Ja dziś miałam wielką przyjemność, gdy w końcu odważyłam się zejść nisko do przysiadu. Szło to dość stopniowo - na początku schodziłam do delikatnego przysiadu, lecz po 10 próbach w końcu kość biodrowa zeszła poniżej linii kolan - score! Ciężar nie był imponujący, bo był to gryf 15 kg, lecz to nie waga sztangi jest tutaj najważniejsza. Jestem z siebie dumna, że po tak długiej przerwie w końcu wyszło. Jeszcze przyjdzie czas na dokładanie. Tymczasem mój PR to nadal 22,5 kg. Śmieszne prawda? W porównaniu do PR w power cleanie - 37,5 kg. Jutro przed pracą śmigam na siłkę walczyć z clean & jerk. Rano, o wiele wcześniej niż normalnie wstaję. Wiesz dlaczego? Bo mi cholernie na tym zależy. Na doskonaleniu, na dojściu do tamtej formy, a nawet na nowych rekordach. Idę być maszyną.

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje. Ja ćwicząc o 7 rano nie nadaję się do niczego. Wyraźnie słabsze wyniki. Dziś ćwiczyłem, podobnie jak w tamtym roku o 13-tej i byłem silniejszy i bardzo pobudzony emocjonalnie.
    Ja radzę zmienić się w maszynę od razu. Tym różnią się wyczynowcy od całej reszty. Osobiście uważam, że o przetrenowanie dosyć trudno, a bez konkretnej jazdy można ćwiczyć najwyżej na poziomie rekreacyjnym. Ciężka praca to podstawa.
    Wszystko jest w głowie. Jeśli ktoś naczyta się czegoś o przetrenowaniu i w to uwierzy, to już jest przetrenowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wcześnie to 10, jednak wolę treningi od 18 w górę, bieganie w terenie nawet o 21-22.
      A propos przetrenowania - w pewnym momencie czułam, że ciężkie treningi dzień w dzień to zbyt dużo. Wyniki były gorsze, a ja zaczynałam się zniechęcać. Jednak przyznaję Ci rację - to była moja głupia głowa. Teraz ledwo siedzę na tyłku.

      Usuń