2015/06/29

Dzień dobry



Wekejszyn

Już było kilka wielkich powrotów. Ten mogę uznać za finalny. Zlepek niezbyt fortunnych wydarzeń w postaci dość poważnego oparzenia, które w zasadzie nie jest do końca zagojone po 5 tygodniach od wypadku, sesji i zapieprzu skutecznie uniemożliwiały mi jakiekolwiek ćwiczenia. A było tak pięknie, biegałam po te 5 km minimum. Do 31 maja.

Podczas gdy wszyscy są maksymalnie wysuszeni i gotowi na pokazywanie się niemal nago w miejscach publicznych ja raczkuję. Mogłabym Was trollować, że to zdjęcia z końca masowania, że niby luty albo inny styczeń i zara zaczynam wycinkę, żeby w lato móc prać na swojej ciężko wypracowanej tarce. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że moje nowiutkie bikini przeleży ten sezon w szafie - zakaz opalania, bo blizny. Także na zimę zdążę z poziomem bf na poziomie zero. Gdyby ktoś pytał - do końca nie wiem jak ten miesiąc opieprzania wpłynął na moje ciało, na pewno nie zapytam o to tanity.

A w misce mam...

Wspominałam już kiedyś co może tak naprawdę człowieka zmusić (niektórzy mawiają na to "zmotywować", bo to przecież brzmi ładniej, prawda?) - "włosy wypadające garściami, tłuszcz wylewający się z bluzki, czy niedopinający się rozporek". Raz w życiu moją motywejszyn było zdrowie, a właściwie szybki powrót. Bo na gojenie najlepsza jest dieta. Na zdjęciu obok widzicie coś, co piję dzień w dzień - zblendowany jarmuż, banan, jogurt naturalny + od niedawna również łyżeczka spiruliny, wtedy koktail nabiera zdecydowanie zielonej barwy, dzięki której żaden z waszych domowników nie ukradnie wam tego oto cuda (gwarantuję!). Jeśli boicie się jarmużu od razu zaznaczam, że nie ma on wyraźnego smaku, a jeśli nawet wmówicie sobie, że jednak tak jest to uwierzcie, że banan zabije wszystko po drodze. 

Do tego różnego rodzaju zioła, pełno wody z imbirem, cytryną i trawą cytrynową. Pewnie to wszystko nic nie dało, ale zawsze dobrze mieć porządny kop w dupę, który popchnie do tych dobrych decyzji.

Nie do końca zagojona ruszyłam w sobotę na team wod, zakwasy trzymają mnie do teraz. Dzisiaj powtórka. Brakowało mi tego, cholernie. Dobrze jest wrócić.

6 komentarzy:

  1. dobrze, że masz motywację, dobrze, że czujesz się dobrze we własnym ciele oraz, że chcesz wrócić do formy :) u mnie powrót do jakiś treningów (ale spokojnych) będzie za jakieś 2 miesiące... póki co mój brzuch ma kształt idealny, czyli kuli :) z młodym człowiekiem w środku, który już bardzo chce zobaczyć ten świat własnymi oczami :) powrót do formy po ciąży to będzie wyzwanie, ale motywację mam :)
    bo w czasie ciąży strasznie... wychudłam, straciłam wszystkie mięśnie, to chyba najdziwniejsza przypadłość jaka mnie dopadła :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Daj spokój, zamiast patrzeć na tłuszcz zwróć uwagę na swoje kształtne ramiona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny koktajl :). Co do oparzenia to współczuje i mam nadzieje, że mimo wszystko zacznie się szybciej goić :).

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie rozumiem o co chodzi z tą formą na lato, patrząc na ciebie wcale nie widzę żeby ci tej formy brakowało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sądzisz, że Tobie brakuje formy??? JA bym chciała właśnie taką osiągnąć ;/ Moje treningi poki co są drogą przez mękę ;p

    OdpowiedzUsuń