2016/04/15

Ana vs. dieta eliminacyjna



Chodź, powiem Ci co do gara włożyć

Jak powszechnie wiadomo internet, kipiący ostatnimi czasy zdrowym stylem życia, przepełniony jest poradami dotyczącymi zdrowego odżywiania. Artykuły "kopiuj-wklej" pojawiają się niemal na każdej możliwej stronie (onety, srety, kobiety - you know the drill), pełno ich także na niektórych blogach, których autorzy znają się na dietetyce jak ja na roślinkach. Mam dość wzorców i tych nieszczęsnych zasad lub, co gorsza, piramid i innych cudów.
Jako że ostatnimi czasy dążę do wzorcowej czystej michy jak z nie tak dawnych czasów - czerwiec-lipiec 2014 (patrz archiwum bloga) zaczęłam jeść tonami te wszystkie dobrodziejstwa. Przedstawię Wam moje wnioski.






Ogólne zasady a trudny przypadek

A o czym mowa? O moim jakże kapryśnym układzie pokarmowym z IBS na czele. Gdyby ktoś pytał o to, co jeść można, a czego nie - odsyłam do miliona opracowanych w necie poradników, które niemal kłócą się ze sobą. W wielkim skrócie - jeśli jesteś osobą, która naczytała się co jest fit, a co fat uznałbyś, że dieta ta jest niezdrowa dla przeciętnego człowieka.

1. Błonnik na tony. Wszędzie zachwala się produkty pełnoziarniste, że niby ich niezmielone Do widzenia czarny chlebie, otręby wszelkiej maści i ogólnie błonniku. Efekt po zjedzeniu czarnego chleba (tego bez dodatku karmelu oczywiśnie) skończyłoby się brzuchem dziecka z Etiopii, który bardzo boli przez pół dnia.
Nie jem non stop mąki żytniej typ 2000, bo zwyczajnie mój brzuch by tego nie ogarnął. Także dla mnie mówienie komuś uniwersalnego "wpieprzaj błonnik na tony" jest idiotyzmem.

2. Kawa, a tak często poleca się ją jako naturalny przyspieszacz metabolizmu. Oczywiście, że tak w szczególności, gdy podrażni żołądek ;) Do niedawna uwielbiałam przesiadywać w kawiarni i pić niemal codziennie latte na podwójnym espresso (czyli w przeliczeniu jakieś 5 kaw rozpuszczalnych). Za bóle brzucha obwiniałam wszystko oprócz kawy, przecież zawsze ją piłam. No właśnie, no longer.

3. Mleko krowie. Honoruję tylko to bez laktozy i to w małych ilościach.. W wieku 23 lat zrozumiałam, że nie toleruję laktozy. Zapomniałam, że już za bobasa piłam mleko sojowe, lecz nigdy nie wpadłam na to, że mój organizm zwyczajnie nie jest stworzony do trawienia laktozy. Niby banał, ale gdy pomyślę, że przez niemal 2 lata codziennie rano jadłam owsiankę właśnie na mleku to mnie skręca. Nie odczuwałam po niej dyskomfortu, lecz mój organizm chciał tę laktozę najzwyczajniej w świecie z siebie usunąć. A ja myślałam głupia, że to wina błonnika - niet, to zwykła awaria trawienia.
Co w takim razie zamiast mleka? Jogurty naturalne i kefiry - po nich zupełnie nic mi nie jest. Oczywiście ważne jest czytanie składów. Polecam Wam jogurty naturalne z bakomy i kefir zott - nie mają białek mleka i innych zbędnych dodatków. P.S. mleko sojowe to kiepski zamiennik, sto razy lepsze jest mleko migdałowe/ryżowe.

4. Ser żółty. W ostatnich miesiącach nader często miewałam migreny. Jeden z ataków trwał 11 h i skończył się wizytą w szpitalu. Nigdy wcześniej tak nie zdychałam. Nie mogłam dopatrzeć się przyczyny, choć jak wiadomo stres jest jedną z najczęstszych powodów bólów głowy. Potem olśniło mnie, że 2 dni przed (dla niewtajemniczonych: ataki można mieć do 72 h po działaniu czynnika) wciągnęłam pizzę z dużą ilością sera. Co więcej, nigdy nie byłam jego fanką i jadłam go naprawdę mało. Od tamtej pory odstawiłam go niemal całkowicie. Winowajcą jest tyramina odpowiedzialna za dojrzewanie sera.

5. Owoce. Wszystkie "fermentujące" idą w odstawkę. Przykładowo jabłka, gruszeki etc. Nie wyobrażam sobie wywalić owoce z diety, z tego też względu przeważnie mieszam je z kefirem lub jogurtem naturalnym, dorzucam też popping z amarantusa czy inne ekspandowane orkisze.

6. Warzywa. Strączki idą w odstawkę to samo z wszystkimi "wzdymaczami", kapusta, cebula, por ogólnie połowa tego, co daje smak. Nie ukrywam, że trudno to ogarnąć szczególnie przyprawiając potrawy. Gotując rosół oczywiście wrzucam wyżej wymienione warzywa, ale przed zjedzeniem zwyczajnie je wyrzucam - taki lajf.


Też zmierzyliście się kiedyś z problemem wyrzucania z diety określonych produktów? I nie chodzi mi tu o cukier czy smalec.

3 komentarze:

  1. Też mam wyeliminowane dużo z tych produktów. Kawe, mleko krowie, ser żółty. Jednak nie wyobrażam sobie mojego menu bez jabłek, cebuli i dużo błonnika :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Też kiedyś próbowałam tej diety ale nie wyszło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia naszego sklepu internetowego ze zdrową żywnością www.sklep-zdrowia.eu oraz do polubienia fapage'a - www.facebook.com/sklepzdrowiaeu :-)

    Mamy misję do spełnienia - zarazić miłością do zdrowej żywności jak największą ilość osób! Chętnie podejmiemy współpracę z blogiem. :-) Zapraszamy do kontaktu poprzez fanpage lub email: sklepzdrowia1@gmail.com!

    OdpowiedzUsuń